Różnie to u mnie w życiu bywało. Nosiłam rozmiary od 36 do 44. Dziś noszę 40, ale nie o rozmiarach na metkach chciałam napisać. Trochę mojej historii.
Test pozytywny. Od paru miesięcy łykam kwas foliowy i jakieś apteczne multiwitaminy. Jem typowo polską kuchnię - na śniadanie kanapeczki, na obiad ziemniaki z mięsem i małą porcją surówki, na kolację kanapki...kupne soki zastępują mi wodę. Fastfoodem nie pogardzę. Kluski kluseczki, pierożki grzaneczki. W końcu w ciąży można sobie pofolgować. Waga leci na plus. W 9 miesiącu osiągam +20 kg. Masakra. Ledwo się toczę na porodówkę. 164 wzrostu 94 kg wagi - moje największe "osiągnięcie".
Urodziłam. Pierwsze tygodnie to masakra. Czuję się rozlazła, włosy wypadają mi garściami, trądzik pojawia się na twarzy, szyi, ramionach. Jest ciężko, brak sił, karminie mnie wykańcza, śpię całymi dniami. Przechodzę na dietę lekko strawną - więcej gotuję, nawet kupuję parownik.
Karmienie i spacery wyciągają ze mnie kilogramy. Jednak sił witalnych zero. Łóżko mój największy przyjaciel ( dobrze, że małe dziecko tyle śpi- myślę sobie). Odżywiam się w miarę ( przynajmniej ta mi się wtedy wydawało).
Gdy kończę karmić piersią moja waga leci ponownie w górę i od tamtej pory co chwilę wskazówka idzie ku górze, by zaraz spaść w dół i tak w rytmie sinusoidy.
Obecnie moje BMI wskazuję na nadwagę. Chcę odzyskać kontrolę nad moim ciałem. Chcę żyć pełnią życia i cieszyć się nim z moją rodziną. Chcę być zmianą, a blog jest kolejnym krokiem w realizacji moich celów.
"Kto stoi w miejscu, ten się cofa."
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz